11 kwietnia 1930 roku na świecie pojawił się pewien przyszły łysy mężczyzna, lubiący robić rzeczy niecodzienne, i zmarły w 1997. Aha - założył też kościół. Szatana nota bene.
LaVey, gdyby żył kończyłby właśnie 79 lat. Nie żyje i też dobrze, gdyż "(...)nigdy nie dowiaduj się, komu bije dzwon. Bije, bo komuś płacą za to, żeby pociągał za sznur.". Zmarł, zostawił po sobie kilka ważnych rzeczy, myśli... Zaraz się normalnie popłaczę.